Tomczyk czyli jedna czwarta Tuska

0
80

Wspólne głosowanie Koalicji Obywatelskiej z PiS za podwyżką wynagrodzeń poselskich oraz za szkodliwą dla wsi piątką Kaczyńskiego przyniosło jej tąpnięcie w sondażach popularności. Według najnowszego CBOS (badanie zakończone 8 października) KO-PO zostało już tylko 16 proc poparcia, tyle co mają razem wzięte Konfederacja Krzysztofa Bosaka i Polska 2050 Szymona Hołowni (po 8 proc); prowadzi niezmiennie PiS z 40 proc, do Sejmu wejdzie jeszcze Lewica (5 proc) ale już nie PSL (3 proc).

Logika sytuacji jest oczywista: po co komu taka opozycja, która wspiera najbardziej kompromitujące pomysły władzy… Tylko przez ostatni miesiąc KO-PO odnotowało spadek o 6 punktów procentowych.

Polacy – jak się okazuje – doskonale pojmują, jak wielką szansę odsunięcia PiS od władzy zmarnowała PO. Jej głosami przeszła piątka Kaczyńskiego. Gdyby jej nie poparli posłowie Koalicji – Platformy Obywatelskiej, wobec buntu części PiS, całej Solidarnej Polski i Porozumienia, ustawa o ochronie zwierząt zostałaby odrzucona, rząd by upadł i mielibyśmy albo wybory parlamentarne przed terminem albo niepisowską większość w Sejmie. Jednak Koalicja Obywatelska, nieprzygotowana do rozstrzygnięć, zrejterowała. Rządzi więc dalej PiS.

Lawinowy spadek poparcia dla Koalicji Obywatelskiej – Platformy Obywatelskiej to budujący przykład, jak wyborcy reagują na nadużywanie zaufania przez ich reprezentantów. Bardziej dynamiczni, młodsi, lepiej wykształceni zwolennicy PO odwrócili się od niej pierwsi w reakcji na uratowanie piątki Kaczyńskiego przez opozycyjnych posłów i wcześniejszą koalicję z PiS koryto plus. Teraz kolej na wyborców partii rządzącej, bystrzejsi politycy PiS są przekonani, że władza zapłaci za nękanie wsi złą ustawą.

Wbrew zniesławiającym uogólnieniom w stylu “ciemny lud to kupi” prezesa TVP Jacka Kurskiego polski wyborca reaguje na zachowania swoich przedstawicieli w przytomny i krytyczny sposób. Dziś dotyczy to głównie opozycji, ale nie ulega wątpliwości, że również ten elektorat PiS, który nazywany bywa żelaznym czy twardym, ulokowany na wsi i związanych z nią mniejszych miastach, bacznie śledzi, jak interes “suwerena” uwzględni ostateczna wersja ustawy o ochronie zwierząt. Dotychczasowa go zdruzgotała. 

Na psa urok czyli nawet z nazwą kłopoty

Pikowanie notowań Koalicji Obywatelskiej nie stanowi niespodzianki. Platforma przeżywa rzeczywisty kryzys w każdym wymiarze: organizacyjnym, moralnym, ideowym. Nie opłacił się zabieg rebrandingu skoro nikt nie używa nowej nazwy Koalicja Obywatelska, w której zresztą zawarty jest fałsz (z kim ta koalicja – z kanapą Barbary Nowackiej oraz resztką Nowoczesnej?), w dodatku miała one funkcjonować równolegle z tradycyjnym mianem PO, a jakby tego jeszcze mało – wciąż nie określono relacji między partią a ruchem Nowa Solidarność Rafała Trzaskowskiego, którego powołanie – datę wielokrotnie przesuwano – były kandydat na prezydenta ale też wciąż aktualny wiceprzewodniczący Platformy ogłosić ma 17 października. Nie wiadomo, czy ruch prezydenta Warszawy ma być uzupełnieniem czy konkurencją dla PO. Pojawiają się nieśmieszne dowcipy, że wysoka fala zachorowań na koronawirusa stanowi kolejny pretekst, by zamierzenie odłożyć, jak poprzednio już miało to miejsce po awarii oczyszczalni Czajka.

Wtajemniczenie, power i nijakość

Bolesnym problemem PO pozostaje brak twardego przywództwa. Liderowanie Borysa Budki traktowane jest jako wariant tymczasowy lub awaryjny, po kolejnych porażkach w wyborach do Parlamentu Europejskiego i Sejmu partii nie mógł dalej prowadzić Grzegorz Schetyna, zaś o sukcesji Budki przesądziła jego spora rozpoznawalność w roli obrońcy praworządności. Wciąż niewiele wiadomo o jego zapatrywaniach na inne tematy. Po kompromitacji, spowodowanej ujawnieniem przez szefa posłów PiS Ryszarda Terleckiego wspólnych ustaleń w sprawie głosowania za podwyżkami dla posłów, Budka zmuszony było oddać funkcję przewodniczącego klubu, zachowując posadę lidera partii. Zmarnowano przy okazji szansę zbudowania silnego przywództwa w klubie.
Poprzedni zwierzchnicy posłów PO: Rafał Grupiński i Sławomir Neumann pozostawili po sobie dobrą pamięć wśród podwładnych. Pierwszy kojarzy się z czasem sukcesów, drugi z przetrwaniem najtrudniejszego okresu. Krytyk literacki i eseista Grupiński oferował pewne wtajemniczenie i intelektualną charyzmę, dawny działacz pomorskiej KPN Sławomir Neumann – power, oparty na zdolnościach organizacyjnych i rzeczywistym posłuchu. Podpisy mieli obaj uzbierane, ale na szefa klubu żaden nie zdecydował się kandydować.

Ze skomplikowanego równania godzącego interesy różnych grup i frakcji wyłonił się przewodniczący Cezary Tomczyk, wsparty zarówno przez Budkę jak Trzaskowskiego. Typowy pretendent establishmentu, pokonał w wyborach w klubie pracowitą posłankę z terenu Urszulę Augustyn, równie charakterystyczną “kandydatkę z sali”.
Nowy przewodniczący łączy w sobie gorsze cechy tak Budki jak Trzaskowskiego, pozbawiony jest tych lepszych. Nie sprawia wrażenia szczerze przejętego własnymi racjami jak Budka, nie umie przemawiać do tłumu jak Trzaskowski. Chociaż prezydentowi stolicy trudno przypisać sukcesy w tym mieście, kojarzy się z tradycyjną siłą warszawskiej Platformy. Zaś Budka był udanym ministrem sprawiedliwości. Cezary Tomczyk zaś tylko rzecznikiem ostatniego rządu PO, pod wodzą Ewy Kopacz, gabinetu odbieranego podobnie jak kiedyś ekipa Hanny Suchockiej przez polityków postsolidarnościowych jako schyłkowy i co najwyżej gaszący bezustanne pożary.

Sekretarka rządzi, a dziennikarze roznoszą COVID

Z dnia na dzień zmieniła się nawet atmosfera w sejmowym biurze Koalicji – Platformy Obywatelskiej, dokąd jeszcze niedawno przyjemnie było wejść, odbywały się tam ciekawe rozmowy. Teraz już nie.
– Czy jest przewodniczący? – pytam.
– Nie, właśnie  wychodzi – słyszę w odpowiedzi. 
I rzeczywiście, Tomczyk już w płaszczu. Stale gdzieś biega, ale nic z tych rozmów nie wynika.
– Czy mogę skorzystać z kawy? – pytam więc, skoro już wszedłem, bo automat stoi w rogu.
– Nie bardzo, wolelibyśmy, żebyście się państwo tutaj nie kręcili, bo chodzi o nasze bezpieczeństwo – peroruje sekretarka.
Wychodzę, nigdy więcej już tam nie wejdę, w podobny sposób dziennikarzy nie traktowano nawet w biurze Samoobrony, chociaż o partii Andrzeja Leppera nie pisali najlepiej. 
I jak tu się dziwić wyborcom, że nie ufają politykowi, który nawet własnego sekretariatu wychować nie potrafi, a co dopiero sztabu współpracowników czy doradców.
Na maniery w klubie KO-PO za Tomczyka skarżą się również czołowi politycy tego ugrupowania. Nowy przewodniczący nie zawsze daje dobry przykład. Niedawno miał spotkanie gdzieś w terenie, które dużym nakładem sił zorganizował lokalny działacz.  Tomczyk przemawia do ludzi, a po wszystkim podchodzi do niego gospodarz wraz z lokalnym posłem. Przewodniczący niby słucha, nagle w pół zdania bez słowa odchodzi, nie żegnając się ani nie dziękując, bo kogoś z daleka zobaczył. Daleko taki lider nie zajedzie, nie tylko w podróżach służbowych.
Z rozmów z posłami widać zresztą, że samo zestawienie nazwiska Tomczyka ze słowem “lider” wzbudza pobłażliwe uśmiechy na twarzy, jeśli nie wprost radosny rechot. 

Jak Tusk został sam i wyjechał do Brukseli

Platforma Obywatelska powstawała jako porozumienie osobowości, gdy wiatr historii przewracał szyldy partyjne współrządzących wtedy Akcji Wyborczej Solidarność oraz Unii Wolności. Utworzyli ją: na fali sukcesu w wyborach prezydenckich Andrzej Olechowski (w głosowaniu powszechnym z 2000 r. przegrał tylko z Aleksandrem Kwaśniewskim), marszałek Sejmu Maciej Płażyński oraz najskromniejszy wtedy z nich wszystkich wicemarszałek Senatu Donald Tusk, gdy z Bronisławem Geremkiem przegrał walkę o przywództwo gasnącej UW. Po wygranych przez SLD wyborach do Sejmu z 2001 r. Platforma stała się z kolei najmocniejszą siłą w opozycji. Zaś Tusk w kilka lat wyeliminował konkurentów, a przed wyborami prezydenckimi w 2005 r. niektóre sondaże dawały mu 51 proc, prognozując zwycięstwo w pierwszej turze. Przegrał ostatecznie z Lechem Kaczyńskim, ale po dwóch latach rządów PiS i rozwiązaniu parlamentu poprowadził partię do sukcesu, który zapewnił jej osiem lat pozostawania u władzy. Przez siedem lat premierem był sam Tusk – w 2014 r. oddał urząd Ewie Kopacz, żeby objąć prezydenturę zjednoczonej Europy. W tym momencie sukcesy PO się skończyły.
Dziś pozostaje szukać przywódcy, który piękne wspomnienia uczyni na powrót realnością dnia codziennego. Sejmowe porażki pokazują, jak mordercze dla obecnego szefa klubu Tomczyka okazuje się zestawienie z wieloletnim założycielem i liderem. Zresztą nie tylko dla niego. Tusk był charyzmatycznym przywódcą, Tomczyk jedynie administruje, zaś Budka wciąż szuka własnej drogi. Trzaskowski stanowi osobny problem, skoro w wyborach prezydenckich zderzył się ze szklanym sufitem (zbyt mocno bowiem reprezentuje tradycyjne cechy PO, z pokazową wszechwiedzą i pewnością siebie na czele), poza tym ma wiele do zrobienia i przynajmniej trzy lata w Warszawie, która oddana w leasing bezdusznym biurokratom, pijanym imprezowiczom, rozbrykanym rowerzystom, hordom natarczywych żebraków i pospolitym przestępcom aż prosi się o dobrego gospodarza.

Nowy lider albo wyłoni się z chaosu, albo obecną rolę Platformy przejmą inni. Strata do rządzących rośnie, zaś przewaga nad konkurentami topnieje.

Opozycja, czyli po co jesteśmy

Stanisław Tarnowski definiował, że “polityka jest sztuką niezmiennych celów a zmiennych środków” [1]. Jeśli odwołać się do tej formuły najwybitniejszego z XIX-wiecznych Stańczyków krakowskich, to polityka w państwie, przechodzącym od ponad trzech dekad nie kończącą się transformacją ustrojową polega na obronie demokracji przed zagrożeniami ze strony dyktatorskich i biurokratycznych tendencji, czyli działaniu, którego celem jest odsunięcie od władzy tych, co owe niezdrowe ciągoty przejawiają i nie dopuszczeniu ich do niej ponownie. To jak, wydaje się, polityczny elementarz. Trzaskowski przegrał wybory również dlatego, że chociaż chętnie stawał po stronie mniejszości, nie potrafił ani obronić milczącej większości nie głosującej na PiS (10,5 mln Polaków wybrało Andrzeja Dudę, 10 mln zagłosowało na Trzaskowskiego, kolejne 10 mln zostało w domach) ani nawet przekonać, że jej interesy wyraża. Cel więc wydaje się jasne, zaś co do środków – to byle godziwe – powinny być najskuteczniejszymi, jakie temu celowi służą.

Skoro o Tusku była mowa, warto przypomnieć, że podbechtywany, w chwili gdy rozpadła się w 2007 r. rządząca koalicja PiS z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin nie uległ pokusie zawiązania w tym samym Sejmie nowej antypisowskiej większości z udziałem wszystkich ugrupowań z wyjątkiem partii Jarosława Kaczyńskiego, przewidując, że nie przyjmą tego zwolennicy PO. Zaryzykował wybory przed terminem i je wygrał.

Uczył zresztą swoich wygrywać już od momentu, gdy w 2006 r. w Warszawie Hanna Gronkiewicz-Waltz pokonała pierwszego pisowskiego premiera Kazimierza Marcinkiewicza. W marcu 2008 r. Platforma Obywatelska cieszyła się według PBS poparciem 60 proc. Polaków. Stąd stwierdzenie, że Tomczyk to jedna czwarta Tuska pozostaje zapewne okrucieństwem, ale nie nieprawdą. Nowy lider klubu sobie na nie zasłużył, popełniając wszelkie możliwe gabinetowe błędy i nie potrafiąc się wsłuchać w nastroje społeczne. Przegapiono pierwszy od 5 lat moment, kiedy układ gwiazd przestał sprzyjać PiS. Wcześniej był wprawdzie cud demokratycznej większości, zrodzonej z ubiegłorocznych wyborów senackich (pomimo odwrotnego wyniku tych do Sejmu), ale źródła tej niespodzianki lokowały się poza polityką: można przypisać je efektowi Olgi Tokarczuk, bo spragnieni sukcesów i ucieszeni w przedwyborczy czwartek Noblem dla pisarki Polacy zagłosowali na osobowości, a nie szyldy partyjne. Koalicja Obywatelska-PO do Sejmu tego nie wykorzystała, bo jej politycy nie umieli udowodnić, że są od pisowskich inni, lepsi…

Teraz bardziej przewidujący politycy w samym PiS (Jan Maria Jackowski, Jan Krzysztof Ardanowski) od dawna nie taili, że będą kłopoty. Szczytem amatorszczyzny ze strony Tomczyka i kolegów stało się uznanie ich… za wewnętrzną sprawę partii rządzącej. Bez porównania mądrzej postępuje Szymon Hołownia, paktujący z wybijającymi się na niezależność parlamentarzystami PiS.

Piątka Kaczyńskiego od początku budziła sprzeciw, również w tradycyjnym pisowskim elektoracie, ale opozycja jakby nie przewidziała eskalacji sporu. A raczej skryła się za zasłoną konwencjonalnej parlamentarnej debaty, gdy należało działać szybko. Jednak przede wszystkim – nie pomagać Kaczyńskiemu w przyjęciu jego piątki, bo to zwyczajnie gorszące. Zwłaszcza z niemądrym, pseudohumanitarnym uzasadnieniem, kuriozalnym w sytuacji, gdy ustawa bardziej szkodzi ludziom – odbierając mieszkańcom wsi dochody i miejsca pracy – niż zwierzętom pomaga, skarżą się na nią nie tylko hodowcy norek czy przedsiębiorcy wyspecjalizowani w uboju rytualnym, ale również hodowcy psów, bo tworzy szkodliwe monopole (kto znajdzie się poza nimi, ten wedle prawa trzyma tylko kundle), co dla miłośników zwierząt oznacza drastyczne podwyższenie ceny rasowych czworonogów z rodowodem do 10 tys zł.

Kiedyś PO przedstawiała siebie jako partię rozwoju gospodarczego, teraz zignorowała fakt, że ubój rytualny przynosi Polakom 6 mld zł opodatkowanego dochodu rocznie. Lewica może epatować obrazkami z klatek dla norek, najsilniejsza opozycyjna partia powinna w dobie pandemii dbać o każdego legalnego przedsiębiorcę i umieć liczyć. Jakoś też nie dostrzeżono, czy ściślej nie potrafiono wykorzystać związku, że futerkowy spór skrywa regulacje, gwarantujące bezkarność urzędniczą, które PiS ostatecznie musiało odłożyć nie z powodu zręczności opozycji tylko buntu we własnym obozie. Znów bez zasługi KO.

Cezary Tomczyk i jego koledzy zwyczajnie bali się wzięcia odpowiedzialności za rozbicie obecnej większości sejmowej, bo Koalicja Obywatelska nie czuje się do szybkich wyborów przygotowana.

Obecnie zwycięża tylko tam, gdzie wcześniej wygrywała PO – także w stolicy, gdzie Trzaskowski w pierwszej turze przed dwoma laty rozgromił Patryka Jakiego, w innych wielkich miastach jak w Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu, w sejmikach samorządowych zachodniej części Polski. Świeżych sukcesów brak.  

Na co dzień Koalicja Obywatelska głównie recenzuje, zresztą bez polotu i taśmowo. Gdy w komisjach i kuluarach w Senacie ważyły się losy tak kontrowersyjnej ustawy prozwierzęcej, PO zapraszała na kolejne – wszystkie jednego dnia – konferencje z oceną poszczególnych ministerstw do Sali Kolumnowej. Nie tworzy to wrażenia kompetencji albo, jeśli tak rzec można, choćby zastępowalności obecnej władzy przez gabinet cieni.  
Zwykli Polacy rozumieją, że opozycja nie jest po to, żeby wspierać władzę w głosowaniach, tylko utrudniać jej złe rządzenie, osłabiać a nie wzmacniać, a w dalszej perspektywie zapewnić korzystną zmianę u steru państwa. Zastrachany Tomczyk i jego koledzy zachowują się, jakby o tym nie wiedzieli. 

Rola lidera opozycji nie jest dana raz na zawsze ani nawet trwale do Koalicji Obywatelskiej przypisana. Na to trzeba zasłużyć. Donald Tusk to potrafił, wątpliwe czy znajdzie następców. Tym większa rysuje się szansa dla innych: dramat COVID-19 nie tylko zmienił codzienne przyzwyczajenia Polaków, ale znacząco wpłynie na ich przekonania. Zapewne możliwości budowania nowych wyzwań wiązać się będą z wyrażaniem interesów grup, najbardziej pokrzywdzonych w wyniku ograniczeń, narzuconych gospodarce przez samą pandemię i biurokratów, wykorzystujących jej tragedię do mnożenia restrykcji. Protesty społeczne pokazują, jak budzą się przedsiębiorcy i klasa kreatywna, rolnicy i hodowcy. Z dialogu z nimi może, chociaż nie musi narodzić się nowa i lepsza jakość polskiego życia publicznego. Jedno wydaje się oczywiste: dotychczasowe ramy przestają wystarczać. W momencie próby, po raz pierwszy od dziesięcioleci, Polaków zawiodły bowiem zarówno władza jak opozycja. Sondaże, o których sami socjologowie mówią, że stanowią tylko narzędzie do badania nastrojów, wykazują, jak szybko zaczynamy wyprowadzać z tego wnioski. I pewnie wyciągniemy je do końca.  

[1] Stanisław Tarnowski. Kilka pewników politycznych [w:] Stańczycy. Antologia myśli politycznej i społecznej konserwatystów krakowskich. Wyb. Marcin Król. PAX, Warszawa 1985, s. 246

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 3

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here