Ukraińcy zagłosowali na zawodowego błazna. Nie mamy powodu się z nich śmiać, skoro sami wybieraliśmy polityków błaznujących mimo woli.

Wynik wyborów na Ukrainie przedstawiany będzie jako klęska, ale nie jest to klęska Polski, tylko Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Nowy prezydent showman Wołodymyr Zełenski nie ma powodu schlebiać nacjonalistom, jak jego poprzednik i pokonany rywal Petro Poroszenko. Zwycięzcę wybrała Ukraina nie tylko wschodnia i południowa, niechętna gloryfikacji kolaborującej z hitlerowcami i mordującej Polaków w trakcie rzezi wołyńskiej Ukraińskiej Powstańczej Armii. Poroszenko wygrał wyłącznie w obwodzie lwowskim, gdzie nastroje szowinistyczne okazują się wyjątkowo silne. Nie wiemy, czy pomniki Stepana Bandery i jego rezunów przestaną na ukraińskiej ziemi powstawać, ale z pewnością to nie nowy prezydent będzie je odsłaniał. Na razie Zełenski przyznaje, że „nie jest prawidłowe, że tyle ulic i mostów nazywa się jednym imieniem” [1].

Oburzenie, że zwycięzca o prorosyjskich separatystach mówi per partyzanci, a nie najemnicy – mieści się też w ramach racji stanu lokowanych daleko na zachód od Polski. Stonowanie emocji przez prezydenta graniczącego z nami państwa stanowi raczej dobrą wróżbę, że nie zostaniemy wciągnięci w konflikt, który nie będzie naszym sporem. Wcześniej Polski nie dopuszczono do rozmów formatu normandzkiego z udziałem Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy, co pokazuje, że poza rolę statysty nie wyjdziemy.

Ukraiński Nikodem Dyzma

14 kwietnia odbędzie się na Ukrainie druga tura wyborów prezydenckich, których wyników nie sposób przewidzieć. O fotel prezydenta walczą dwaj kandydaci: urzędujący prezydent Petro Poroszenko oraz komik – szansonista Wołodymyr Zełeński. Pierwszy kandydat jest politykiem poważnym i skutecznym. Doprowadził m.in. do tego, że wafelki produkowane przez jego kompanię można kupić niemalże na każdej stacji benzynowej […]

Read more

Nieprzyjazny sojusznik dobrej zmiany

Dotychczasowy paradoks polityki wobec Ukrainy polegał na tym, że na poparciu zarówno pomarańczowej rewolucji, jak Euromajdanu straciliśmy, a nie zyskaliśmy, chociaż oba ruchy okazały się zwycięskie. Polscy sadownicy ponieśli koszty rosyjskiego embarga, a przedsiębiorcom znad Wisły nie ułatwiano interesów nad Dnieprem. W polityce wobec Ukrainy nie brano pod uwagę interesów grup, które powinny o niej decydować: Polaków tam zamieszkałych, ani środowisk Kresowian z kraju. Jedni i drudzy cierpieli na rehabilitacji banderyzmu i odrodzeniu rewanżyzmu nad Dnieprem, którym Poroszenko i jego podwładni próbowali przesłonić własne niepowodzenia, zwłaszcza bezprecedensowe w Europie zubożenie społeczeństwa, gorsze niż na Białorusi.

Polacy – pomagając Ukrainie w konkretnych sprawach – oddali jej przewagę w sferze symbolicznej. Oficjalną politykę historyczną Kijowa obwarowano sankcjami karnymi. Nie doczekaliśmy się godnego upamiętnienia lwowskich Orląt, za to jak grzyby po deszczu wyrastały pomniki banderowskich sprawców rzezi wołyńskiej.

Byliśmy sojusznikiem Ukrainy, która prowadziła wobec nas nieprzyjazną politykę. I dodatkowo jeszcze eksportowała do nas własne bezrobocie, demolując polski rynek pracy.

Przegrany wyborów nie sfałszował, choć mógł

Nie wiemy jeszcze, czy zwycięzca okaże się dla Polaków lepszy, ale gorszy od fabrykanta tandetnych cukierków nie będzie.

Ekspert Witold Jurasz z całą powagą chwali Poroszenkę za to, że… nie sfałszował wyborów, dysponując całym aparatem państwowym [2]. Samo zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego nie zaskakuje. Niespodziankę stanowią jego rozmiary. 73 procent to bardzo dużo, tyle miał Lech Wałęsa gdy jego przeciwnikiem został Stanisław Tymiński (1990 r.) albo we Francji Jacques Chirac mający za rywala Jean-Marie Le Pena (2002 r.).

Wyniki pokazują, jak jednoznacznie Ukraińcy nie chcą już widzieć u władzy niedawnych zwycięzców z euromajdanu. Ale nie zwiastuje to żadnej odnowy ani oczyszczenia, chociaż zważywszy, jak niewiele wiemy o zwycięzcy również i tego nie da się z góry wykluczyć. „Poglądami, sposobem bycia i wypowiedzi Zełenski stara się wpisać w konwencję” – charakteryzuje ekspert Maciej Piotrowski [3]. Tytułowy „Sługa narodu” zagrał w serialu przyzwoitego nauczyciela, który niespodziewanie zostaje prezydentem Ukrainy. Pochodzący z Krzywego Rogu członek zarządu kanału TV Inter oraz szef studia filmowego Kwartał-95 z satyry politycznej przewędrował do wielkiej polityki.

Bez idealizmu jednak: w tych wyborach starły się dwie oligarchie. Wskazywał już na to w PNP 24.PL Dariusz Grabowski. W kraju, gdzie powszechnie kupuje się zarówno wyroki sądowe, jak miejsca na uczelniach na inny typ rozgrywki nie dało się zresztą liczyć. Zwycięzca krytykuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a wobec oligarchów zapowiada grubą kreskę na zasadzie: od jutra wszyscy przestrzegamy prawa.

Ukraina po wyborach, rządzona przez dwie oligarchie

Ukraina stanie się państwem kontrastów, biedy i nielicznych enklaw nowoczesności i bogactwa, jak przemysł wydobywczy i wielkoobszarowe rolnictwo. Taki model gospodarczy jest destrukcyjny dla państwa, jak i społeczeństwa.

Read more

Zwycięzca czyli lepsza wersja Kukiza

Wołodymyr Zełenski zawładnął ukraińską opinią publiczną, bo stanowi nieco ulepszoną wersję Pawła Kukiza. Umie zamaskować swoje związki z oligarchą Ihorem Kołomojskim – dla fachowców ewidentne – bez porównania lepiej niż Kukiz swoje z niedoszłym budowniczym wież Srebrnej Jarosławem Kaczyńskim. Coś jednak potrafi, skoro uwielbiały go miliony. Doszedł do władzy drogą Donalda Trumpa: najpierw show, potem polityka.

Skoro nie śmialiśmy się z Amerykanów, nie mamy powodu drwić z Ukraińców, że masowo na takiego kandydata zagłosowali. Zwłaszcza, że w wyborach 2015 sami Polacy wskazali partię polityka, obiecującego całkiem absurdalnie „Budapeszt w Warszawie”, a prezydentem wybrali kandydata, który nie pełnił wcześniej istotnej funkcji, ani nie był liderem żadnej formacji, nawet tej, która go wystawiła. Obaj nigdy nie sprawdzili się na wolnym rynku, żyli tylko z pieniędzy podatnika. Obaj też – jak teraz Zełenski – wygrali nie dzięki osobistym przymiotom, lecz za sprawą zmęczenia dotychczasową władzą.

Zełenski nie będzie gorszy od Poroszenki, to prognoza optymistyczna, ale i prawdziwa. W ogóle nie wiemy, jaki będzie – to jej pesymistyczny wariant. Wybór aktora na prezydenta nad Dnieprem zmusza sterników polskiej dyplomacji do przeorientowania polityki wobec wschodniego sąsiada. To świetnie, bo akurat ekipa, obiecująca wstawanie z kolan, w działaniach wobec Ukrainy preferowała padanie na kolana. I to na oba równocześnie. Za sprawą zwycięstwa kontrowersyjnego artysty kabaretowego sternicy z MSZ zyskują szansę, na którą wcale nie zasłużyli.

Pilnujmy, żeby ją wykorzystali.

[1] Zełenski o Banderze: Jest bohaterem dla jakiegoś procentu Ukraińców… Dziennik.pl z 18 kwietnia 2019
[2] Witold Jurasz. Zełenski zwyciezcą wyborów na Ukrainie. Onet z 21 kwietnia 2019; Witold Jurasz. Kim pan jest, panie prezydencie Zełenski? Onet z 22 kwietnia 2019
[3] Maciej Piotrowski. Kim jest Wołodymyr Zelenski? Poglądy i wizerunek. Instytut Wolności. Bezpieczna Przyszłość dla Polski instytutwolnosci.pl

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here