Kucharka Kaczyńskiego, jej mąż i stary układ

0
142

Ludzie dawnej władzy znakomicie prosperują przy Jarosławie Kaczyńskim.

Prezes Kaczyński nie legitymuje się bogatym antykomunistycznym życiorysem, demonstranci przed jego willą przypominają nawet “13 grudnia spałeś do południa”, ale jego kolejne partie od Porozumienia Centrum po PiS próbowały zyskiwać popularność obietnicami rozliczeń z dawnym systemem. Od lat jednak strategiczne pozycje w układzie władzy zajmują beneficjenci poprzedniego ustroju. Niewątpliwie naraża to Kaczyńskiego na rozliczne kłopoty, a sabotaż od nieudolności trudno odróżnić.

Widać to najlepiej na przykładzie Trybunału Konstytucyjnego, gdzie zasiada m.in dawny prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz. W kwestii aborcji zdominowany przez PiS drogą operacji na skróty Trybunał Julii Przyłębskiej teoretycznie zawyrokował jak partia chciała, zaostrzając – z równoczesnym pominięciem drogi parlamentarnej – przepisy antyaborcyjne. W praktyce jednak sędziowie wpędzili PiS w nieliche kłopoty, a po ogłoszeniu wyroku i wywołanych nim protestach (dla części obywateli motywem udziału w demonstracjach nie było własne podejście do aborcji lecz rządzących do prawa) obóz rządzący szuka różnych dróg wyjścia z sytuacji. Pojawił się projekt prezydencki, precyzujący przepisy (zachowuje legalność aborcji gdy płód niezdolny jest do samodzielnego życia), ale Sejm prac nad nim wcale nie podjął. Rząd długo nie publikuje też wyroku. Nieoficjalne wiadomo, że sędziowie dostali zadanie, by jakoś zagmatwaną sytuację wyprostować.

Nie wiadomo jeszcze na ile nadwątli to imponującą pozycję, jaką w obozie władzy zajmuje małżeństwo Przyłębskich. Wprawdzie to prezeskę Trybunału Konstytucyjnego Julię sam Kaczyński określił, i to nie w korytarzowym lapsusie, lecz autoryzowanym wywiadzie prasowym swoim “odkryciem towarzyskim”. Eurodeputowany ale też były członek rządu PiS Radosław Sikorski nazywa prezeskę dosadniej choć mniej elegancko “kucharką Kaczyńskiego”. Pani Julia nie jest posiadaczką wyrazistego życiorysu, jako sędzia zbierała niskie oceny zawodowe. Za kluczową postać wielu obserwatorów uznaje natomiast jej męża, ambasadora RP w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego. Dla PiS to kluczowa placówka, kierunek niemiecki pozostaje dla partii najważniejszy, zwłaszcza odkąd wybory w Ameryce wygrał antagonista Donalda Trumpa demokrata Joe Biden, publicznie w kampanii zapowiadający, że ci sojusznicy Stanów Zjednoczonych, którzy u siebie mają kłopoty z demokracją i praworządnością będą musieli się z nich wytłumaczyć na konferencji międzynarodowej. Jednak nie obecna placówka w Berlinie okazuje się najciekawszym epizodem biografii Andrzeja Przyłębskiego.

Jako student w Poznaniu, został przez komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa zarejestrowany w Koninie jako tajny współpracownik “Wolfgang” (1979-1980). Powinno go to w ogóle wyeliminować z dyplomacji, ale nie tylko utrzymuje się na ważnej placówce, ale jak wskazuje nieoficjalnie wielu obserwatorów to on zarządza w małżeńskim tandemie politycznym. Przypisywania mu odpowiedzialności za sposób działania TK nie da się poprzeć dowodami, ale tych brak również na tezę przeciwną: że do pracy żony się nie wtrąca.

W PiS trwa ciągle śledztwo, kto podpowiedział Kaczyńskiemu niefortunną “piątkę”, nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, która miała zapewnić mu… sympatię młodzieży, a zraziła do PiS polską wieś, podzieliła klub i wreszcie trafiła do zamrażarki. Zakładała likwidację farm futerkowych z wyjątkiem króliczych oraz zakaz uboju rytualnego bydła, co dla rolników przekładało by się na wymierne straty. Z tego co wiadomo, rozpatrywany jest wątek, że niefortunne rozwiązania forsowali politycy wywodzący się z poprzedniego ustroju. Co nieco tylko zawęża krąg podejrzeń, bo w PiS ich nie brakuje… Złośliwi powiadają, że prezes nieufność odziedziczył po poprzednim ustroju.

Krótki życiorys czyli protekcje i mentorzy

Antykomunistyczne tradycje rodziny Kaczyńskich to w znacznej mierze mit, jak udowadnia Rafał Grupiński: “Jak mówiła mi kiedyś jedna z emerytowanych pracownic Instytutu Badań Literackich, Jadwiga Kaczyńska przyjaźniła się z osławioną Julią Brystygierową, pierwszą damą stalinowskiej bezpieki, która przychodziła do niej w latach 60 do Instytutu (sama pracowała wówczas w PIW). Podobno razem jeździły na zakupy, chodziły do kina. Myślę, że to nieco wyjaśnia, skąd bliźniacy znaleźli się w pewnym filmie. Wiemy też, że towarzysz Jerzy Kuberski ratował maturę Jarosława” [1]. Jak pamiętamy, Aleksander Kwaśniewski miał podobne kłopoty z magisterium ale rodziców… mniej wpływowych. Równie symptomatyczne wydają się zainteresowania badawcze matki Jarosława w czasach jej pracy w IBL, które opisuje biograf prezesa Michał Krzymowski: “Zamiast robić doktorat, pani Jadwiga po powrocie rozpoczyna pracę nad 300-stronicową monografią Leona Kruczkowskiego, autora “Niemców” oraz “Kordiana i chama”, ale też apologety Polski Ludowej. Kruczkowski w przeszłości był posłem PZPR i prezesował Związkowi Literatów Polskich. Na koncie miał też niechlubny artykuł, opublikowany w “Życiu Warszawy” po śmierci Józefa Stalina: “Kochaliśmy go. Jak Ojca i jak Przyjaciela (..)”” [2]. Cytowany przez Krzymowskiego humanista prof. Michał Głowiński wyklucza, żeby temat mógł być wymuszony groźbą zwolnienia z pracy: nie te czasy. 

Właśnie matka załatwiła Jarosławowi Kaczyńskiemu pierwszą pracę po studiach, ale okazała się ta robota byle jaka, za 3,4 tys gierkowskich złotych w Zakładzie Badań nad Szkolnictwem Wyższym. Za to drugą pracę, wykładowcy filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku już za 8 tys zł zawdzięcza przyszły prezes promotorowi swego doktoratu Stanisławowi Ehrlichowi, wieloletniemu ortodoksyjnemu marksiście i byłemu szefowi Katedry Prawa Radzieckiego na UW – oczywiście przy Krakowskim Przedmieściu a nie w białostockiej filii. 

Jak nowemu pracownikowi tam szło, opisuje Krzymowski: “Studenci początkowo skarżą się na zajęcia z doktorem Kaczyńskim, że podczas wykładów pali papierosy (w tym czasie schodzi mu półtorej paczki dziennie), czyta z kartki i się jąka” [3].

Praca doktorska Kaczyńskiego, napisana u Ehrlicha i obroniona w 1976 r. nosi tytuł “Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą”. O pomarcowych zmianach autor pisze w niej: “Nowym elementem wpływającym na ocenę charakteru szkoły jako całości jest dopuszczenie studentów w kierowaniu, zgodnie z powszechnie przyjętym w nauce socjalistycznej poglądem udział użytkowników zakładu w kierowaniu nim jest przejawem samorządności. Stąd uczelnie tracąc charakter samorządów akademickich nabrały pewnych cech samorządu w rozumieniu socjalistycznej doktryny prawa” [4]. W bibliografii dysertacji Kaczyńskiego znalazł się nawet artykuł Jerzego Urbana.   

Prof. Stanisław Ehrlich, dawny major armii Zygmunta Berlinga, uczony który legitymacji partyjnej pozbędzie się dopiero w 1981 r. zafascynuje niewątpliwie adepta przekonaniem o wyższości woli politycznej narodu nad literą prawa. Nie zmieni się to w czasach, gdy doktorant Erlicha bywa już u Jacka Kuronia i pomaga opozycji.   

Nie zostanie też jednak Kaczyński wielkim naukowcem, później pracować będzie nawet w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, tyle że już nie filii. Jego czas nadejdzie dopiero w 1989 r: wtedy pierwszy raz wyjedzie na Zachód, zostanie senatorem dzięki zdjęciu z Lechem Wałęsą i wreszcie odegra poważną rolę w polityce, negocjując sformowanie koalicji Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego z dotychczasowymi satelitami PZPR. Odwrócenie sojuszy przez Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne pozwoli na utworzenie rządu Tadeusza Mazowieckiego. 

Wypróbowani towarzysze w antykomunistycznej partii

Kolejne partie Kaczyńskiego: Porozumienie Centrum i po latach Prawo i Sprawiedliwość zdobywają popularność za sprawą haseł antykomunistycznych, ale na politykę kadrową się one nie przełożą.
Świadczą o tym biografie ulubieńców Jarosława Kaczyńskiego. Jak zauważa Rafał Grupiński: “Groteskowy rywal Tuska w walce o fotel prezydenta Zjednoczonej Europy Jacek Saryusz-Wolski, wystawiony przez PiS w pamiętnym głosowaniu zakończonym wynikiem 1:27 – wiele lat wcześniej chciał spokojnie pisać doktorat o zachodnich organizacjach. Żeby mu w tym nie przeszkadzano, wstąpił do PZPR, by móc jeździć do ONZ” [5]. Podobne motywacje, tyle, że dotyczące kariery prokuratorskiej miał w latach 80 późniejszy minister spraw wewnętrznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Janusz Kaczmarek. Wśród zaufanych Kaczyńskiego, jak utrzymuje Grupiński, “w tle mamy dawne otoczenie Michała Janiszewskiego, współautora stanu wojennego, pkatycznego wykonawcę jego logistyki. Z kręgu jego podwładnych, przypomnę, wywodzą się: główna sekretarka Kaczyńskiego, wieloletni prezes spółki Srebrna i kierowca Antoniego Macierewicza” [6]  

Rafał Grupiński twierdzi, że “(..) nie ma się co dziwić resortowemu otoczeniu Kaczyńskiego. Dobór takich wspólpracowników wynika z sentymentu dla tamtego świata. Doprecyzujmy nieco: sekretarka Barbara Skrzypek miała dostęp w latach 80 do tajnych spraw w Urzędzie Rady Ministrów zarządzanym wtedy przez generała Michała Janiszewskiego. Po Kujdzie z tamtych lat pozostały deklaracja współpracy i donosy w archiwach. Po Piotrowiczu – akta spraw, w których oskarżał opozycjonistów” [7].
Kazimierz Kujda, w latach 1979-1987 zarejestrowany jako tajny współpracownik SB kryptonim “Ryszard” prezesował zarządowi spółki Srebrna od 1995 do 1998 oraz od 2008 do 2015.

Powiernikiem Kaczyńskiego pozostaje sędzia Andrzej Kryże, dawny wiceminister w jego rządzie, chociaż przedtem w PRL skazywał opozycjonistów za patriotyczne manifestacje przy Grobie Nieznanego Żołnierza 11 listopada 1979 r. oraz wypowiadanie przy tej okazji poglądu, że Polska nie jest niepodległa: wśród poszkodowanych w ten sposób znaleźli się Andrzej Czuma i Bronisław Komorowski.

Do grona najbardziej zaufanych zalicza się Wojciech Jasiński, wieloletni działacz PZPR i w PRL szef wydziału spraw wewnętrznych urzędu miejskiego w Płocku, potem wieloletni poseł PiS oraz prezes Orlenu.

Tolerancja dla starego reżimu łączy Kaczyńskiego z jego idolem – jeśli tak można powiedzieć o polityku kilkanaście lat od niego młodszym – Viktorem Orbanem, u którego wicepremierem został dawny milicjant a nawet szef wydziału śledczego komendy komitatu (odpowiednik województwa) Peszt, Sandor Pinter, któremu demaskator tej formacji Tomasz Piątek przypisuje wręcz związki z przestępczością zorganizowaną [8]. Różnica pozostaje jedna, ale zasadnicza: Orban jako 26-letni lider FIDESZ i autor pracy magisterskiej o polskiej Solidarności w słynnym przemówieniu z 16 czerwca 1989 r. domagał się wycofania wojsk radzieckich z Węgier, gdy one jeszcze tam pozostawały. A Kaczyński, jak wypominają mu skandujący w każdą rocznicę stanu wojennego pod jego willą demonstranci, 13 grudnia spał do południa…    

[1] Rafał Grupiński. Polityka i kultura. Rozmawia Łukasz Perzyna. Próśzyński i S-ka, Warszawa 2019, s. 190           
[2] Michał Krzymowski. Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego. Ringier Axel Springer, Warszawa 2015, s. 43
[3] ibidem, s. 263
[4] cyt. wg: Marek Henzler. Doktorat prezesa Jarosława Kaczyńskiego. “Polityka” z 25 czerwca 2007 
[5] Grupiński, op. cit, s. 371
[6] ibidem. s. 354
[7] ibidem, s. 355 
[8] por. Tomasz Piątek. Macierewicz i jego tajemnice. Arbitror, Warszawa 2017, s. 115

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 10

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here