To był pierwszy sukces Polski, w dodatku bezkrwawy, po latach kosztownych historycznych klęsk. Dzięki współdziałaniu robotników i inteligencji w październiku 1956 r. Polska uniknęła losu Węgier najechanych przez armię radziecką, zaniechano kolektywizacji rolnictwa, złagodzono cenzurę i wypuszczono więźniów politycznych w tym kardynała Stefana Wyszyńskiego a minister obrony marsz. Konstanty Rokossowski powrócił do ZSRR.

Znane powiedzenie z tamtych lat głosi, że w 1956 r. Węgrzy zachowali się jak Polacy, a Polacy jak Czesi. Rewolta węgierska rozpoczęła się bowiem od wiecu poparcia dla polskich robotników i studentów 23 października pod Pomnikiem Bema w Budapeszcie, symbolizującym przyjaźń obu narodów. Tyle, że na Węgrzech stojący na czele wielopartyjnego rządu Imre Nagy ogłosił neutralność i wystąpienie z Układu Warszawskiego za co później skazany został przez agresorów na śmierć, a w Polsce wspólna determinacja robotników Żerania i studentów Politechniki przesądziłapo dramatycznej i niezapowiedzianej wizycie Nikity Chruszczowao powrocie wojsk radzieckich do baz, choć szły już na Warszawę. Zaś wyłoniony na październikowej fali nowy przywódca partyjny, w czasach stalinizmu represjonowany Władysław Gomułka rządził jeszcze 14 lat, ale już po roku kazał rozpędzić studentów protestujących przeciw likwidacji demokratycznego tygodnika “Po Prostu”. Robotniczy przywódca Lechosław Goździk, zwolniony z FSO pod pretekstem rozbicia fabrycznego samochodu, podjął pracę rybaka na kutrze. Ale do masowych represji z lat wcześniejszych nie było już powrotu. Osłabła też cenzura i łatwiej było wyjechać za granicę.

Odwilż po polsku

Od momentu śmierci Józefa Stalina w marcu 1953 r. zaczął się na różną skalę demokratyczny ferment we wszystkich krajach bloku komunistycznego. W Związku Radzieckim nowy sekretarz generalny Nikita Chruszczow w sojuszu ze zdobywcą Berlina marsz. Gieorgijem Żukowem wyeliminował i skazał na śmierć szefa służb specjalnych Ławrientija Berię, głównego wykonawcę stalinowskiej polityki represji. Symbolem nowej epoki stał się tytuł odważnej książki Ilii Erenburga “Odwilż”. W lutym 1956 r. Chruszczow na zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego wygłosił referat “O kulcie jednostki i jego następstwach” potępiający już bezpośrednio Stalina. Wraz z innymi zaproszonymi gośćmi wysłuchał go na zamkniętej sesji zjazdu Bolesław Bierut.

I sekretarz PZPR już do Polski nie wrócił, zmarł po krótkiej chorobie w Moskwie. Jego następcą został Edward Ochab. Niebawem członkostwo w partii przywrócono Władysławowi Gomułce, obalonemu wcześniej liderowi sprzeciwiającemu się kolektywizacji rolnictwa na wzór radziecki.

Jednak to nie aparat partyjny decydował o kształcie przemian w Polsce, ale presja mas, które po raz pierwszy do wojny występowały z taką determinacją. Drogę do bezkrwawego przełomu październikowego utorował jednak kosztujący wiele ofiar protest robotników Poznania 28 czerwca 1956 r. Podobnie w dwadzieścia lat później cierpienia robotników Radomia i Ursusa zapoczątkowały marsz do Sierpnia 1980 r. i porozumień podpisanych wedle słów Lecha Wałęsy “jak Polak z Polakiem”.

Pracownicy Zakładów Cegielskiego, wtedy noszących imię Stalina, od dawna protestowali przeciwko niekorzystnym normom pracy i podatkom oraz marnotrawstwu. Wizyta ich delegacji w stolicy nie przyniosła rezultatu. Dlatego o 6 rano 28 czerwca fabryczna syrena ZISPO obwieściła początek poznańskiego strajku. Pracownicy wyszli na ulice, dołączyły inne zakłady. Doszło od walk z milicją i wojskiem. Na dworcu głównym zlinczowano kaprala ze znienawidzonego Urzędu Bezpieczeństwa. Robotnicy liczyli na to, że ponieważ trwają Targi Poznańskie, o proteście dowie się świat. Pojawiały się pogłoski, że protestuje cała Polska. Wznoszono okrzyki na cześć przypadkowo pojawiających się cudzoziemców, oprócz haseł socjalnych pojawiały się żądania wycofania wojsk radzieckich i powrotu do systemu wielopartyjnego – wiele potwierdzeń takiego patriotycznego charakteru wystąpień znalazł pierwszy analizujący dawne ubeckie raporty historyk Paweł Machcewicz.

Strajki i demonstracje przerodziły się faktycznie w powstanie robotnicze, zduszone czołgami. Jego uczestnicy jeszcze następnego dnia ostrzeliwali się z dachów. Zaś premier Józef Cyrankiewicz zapowiedział, że kto podniesie rękę na władzę ludową – temu ta władza rękę odrąbie.

– To czym ja będę pracował – wspominał po latach, już pod pomnikiem Poznańskiego Czerwca, swoją ówczesną refleksję jeden z przywódców robotników.
Władza powołała jednak komisję do oceny wypadków poznańskich, na jej czele stanął Edward Gierek. Raportu jednak nie ogłosiła.

Od dawna jednak trwała liberalizacja w kulturze, czego wyrazem była publikacja “Poematu dla dorosłych” Adama Ważyka, pokazującego m.in. odczłowieczony wymiar Nowej Huty jako “pierwszego socjalistycznego miasta”. Jeszcze w 1955 r. ukazał się “Zły” Leopolda Tyrmanda, powieść nie polityczna ale sensacyjno-obyczajowa osadzona w realiach odbudowanej Warszawy, całkiem wolna od socjalistycznej indoktrynacji. Na łamach “Po Prostu” Jan Olszewski, Jerzy Ambroziewicz i Walery Namiotkiewicz opublikowali artykuł “Na spotkanie ludziom z AK” [1]. Wcześniej Armię Krajową w oficjalnej propagandzie przezywano “zaplutym karłem reakcji”.

Dni, które wstrząsnęły Polską

W październiku robotnicze żądania poprawy warunków pracy i życia, najmocniej formowane w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu, gdzie przywódcą został 25-letni Lechosław Goździk, najmocniej sprzęgły się ze studenckimi, dotyczącymi demokratyzacji i liberalizacji cenzury. W powszechnych i tłumnych wiecach w zakładach pracy i na uczelniach uczestniczyli zgodnie byli akowcy i rozczarowani marksiści, zwolnieni więźniowie polityczni oraz ludzie z fabryk dla których była to pierwsza publiczna aktywność w życiu jeśli nie liczyć obowiązkowego udziału w masówkach “minionego okresu” i przymusowych pochodach pierwszomajowych. Ludzie pracy odczuwali skutki Planu Sześcioletniego, skupionego na budowaniu wielkich zakładów przemysłowych kosztem zredukowania konsumpcji i wzmożonych niedoborów podstawowych produktów. 
Na Politechnice Warszawskiej w trakcie wiecu do 20-tysięcznego tłumu przemawiał krytyk literacki Jan Kott,  podczas wojny konspirator z Armii Ludowej, potem zagorzały marksista, wreszcie równie stanowczy zwolennik zmian.
W samej PZPR pojawiły się dwie grupy: puławska, opowiadająca się za liberalizacją choć nie wolna od obecności odpowiedzialnych za nadużycia z poprzednich lat oraz twardogłowa natolińska. Postacią pierwszoplanową stał się jednak odsunięty wcześniej i więziony Władysław Gomułka.  
Gdy zebrało się VIII plenum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, przyszła wiadomość o wylądowaniu na wojskowym lotnisku delegacji KPZR z Nikitą Chruszczowem na pokładzie. Towarzyszom pozostało więc obrady zawiesić i zająć się negocjowaniem z odpowiednikami radzieckimi. Jak opisywał Jakub Karpiński: “19 października, w czasie rozmów obu delegacji, wojska radzieckie stacjonujące w Polsce rozpoczęły niepokojące ruchy – kolumny pancerne szły w kierunku Warszawy i znalazły się pod Sochaczewem (..). Kierunek marszu wojsk północnej grupy na wschód przez Łódź – wskazywał Warszawę” [2]. Podobnie zagraniczne uwarunkowania Października widzi Norman Davies: “Armia radziecka wymaszerowała z koszar, a flota sowiecka pokazała się pod Gdańskiem. Były pogłoski, że marszałek Rokossowski uknuł “zamach” i przygotował listę proskrypcyjną. Ostatecznie sprawę załatwiono pokojowo. Chruszczow i Gomułka byli komunistami do szpiku kości i przekonawszy się o podstawowej lojalności Gomułki wobec ZSRR Chruszczow nie oponował. Rokossowski i jego doradcy mieli powrócić do domu. PZPR miała objąć bezpośrednią władzę nad Polską Rzeczpospolitą Ludową. W ten sposób “polska wiosna zakwitła w Październiku” i koszmar stalinowski przeminął” – podsumowuje Davies [3]. Gomułka zastąpił Ochaba w fotelu I sekretarza.
W trakcie wiecu na pl. Defilad oznajmił 24 października 400-tysięcznemu zgromadzonemu tam tłumowi: uzyskaliśmy od towarzysza Chruszczowa zapewnienie, że wojska radzieckie na terenie Polski w ciągu dwóch dni wrócą do swoich miejsc stacjonowania, w których przebywają na podstawie układów międzynarodowych w ramach Paktu Warszawskiego. Zebrani przyjęli to owacyjnie. Jednak od Gomułki usłyszeli również: dość wiecowania. 

Jak ujmuje to Jakub Karpiński “(..) zapewne nie wszyscy wśród zebranych na placu Defilad podzielali wiarę Gomułki w zespolenie PZPR z klasą robotniczą i narodem. Uformował się pochód, który przeszedł Nowym Światem i dotarł pod gmach Komitetu Centralnego PZPR. Wznoszono okrzyki: Wyszyńskiego wypuścić, Rokossowski do Moskwy. Ludzie nie uważali, że już wszystko zostało załatwione. Kardynał Wyszyński znalazł się w Warszawie 28 października, a 13 listopada Konstantego Rokossowskiego zwolniono ze stanowiska ministra Obrony Narodowej. Być może były to z góry przewidziane następstwa, ale nawet przewidziane z góry koncesje mogą być cofnięte, gdy nikt nie nalega na ich realizację” [4]. 

Nalegano jednak stanowczo. Andrzej Paczkowski ocenia nawet, że “w reakcjach społecznych rewindykacje ekonomiczne znalazły się na dalszym planie. Na pierwszy zaś plan wydostały się emocje narodowe, żądania niezależności od “Ruskich”, odrzucenia stalinowskich wzorów i instytucji. Jeszcze przez kilka tygodni dochodziło w różnych miejscowościach do wieców, które przekształcały się w manifestacje, nie kontrolowanych pochodów a nawet zaburzeń. M.in. 23 października w Legnicy (siedzibie dowództwa Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej), 24 października w Katowicach, 11 listopada w Płocku, tydzień później w Bydgoszczy, 10 grudnia w Szczecinie. Chłopi rozwiązywali spółdzielnie produkcyjne. Wywożono na taczkach najbardziej znienawidzonych dyrektorów fabryk bądź pracowników nadzoru, wypędzano ludzi współpracujących z bezpieką” [5]. We trakcie wspomnianych zajść w Bydgoszczy tłum zdemolował gmach Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej oraz radiostację do zagłuszania rozgłośni zagranicznych.

Jednak efekt interwencji radzieckiej na Węgrzech podziałał mrożąco, zwłaszcza, że wiele celów dało się osiągnąć metodami politycznymi.

17 grudnia 1956 r. w Polsce podpisano bowiem umowę o statusie prawnym stacjonujących u nas wojsk radzieckich, z zapisem, że nie może on naruszać suwerenności państwa polskiego zaś ruchy wojsk wymagają zgody władz polskich.
Do 1957 r. z terenów ZSRR powróciło 103 tys. polskich repatriantów, którzy nie byli emigrantami, bo nigdy z Polski nie wyjechali, to granice się przesuwały.

Zaś uchwalona przez Sejm 19 listopada 1956 r. ustawa o radach robotniczych nie tylko je legalizowała (od miesięcy tworzono je spontanicznie w zakładach pracy) ale stwierdzała, że “rada robotnicza zarządza w imieniu załogi przedsiębiorstwem będącym własnością ogólnonarodową” (art. 2.1), a przy tym jest odpowiedzialna przed załogą przedsiębiorstwa i składa przed nią sprawozdania.  Jednak rozmyła te rozległe kompetencje już kolejna ustawa – o samorządzie robotniczym z 20 grudnia 1958 r. 
Duże nadzieje pokładano w powstałej na przełomie 1956/57 na październikowej fali chociaż powołanej przez rząd Radzie Ekonomicznej. Przewodniczył jej autor podręczników akademickich i doradca rządów Trzeciego Świata Oskar Lange, a weszli do niej m.in. Czesław Bobrowski, Michał Kalecki oraz Edward Lipiński. Przewidziana jako pierwsze gremium doradcze, ustroju jednak nie zracjonalizowała.W styczniu 1957 r. gdy odbywały się wybory Gomułka wezwał do głosowania bez skreśleń. Oznaczało to plebiscyt i nie wybór, lecz zaufanie wobec układających listy. Ze względu na powagę sytuacji międzynarodowej do pójścia na wybory wezwał też prymas Wyszyński oraz Jan Nowak-Jeziorański na falach Wolnej Europy. 

Efektem głosowania bez skreśleń okazały się mandaty poselskie dla zajmujących pierwsze miejsca na listach ludzi aparatu, z tej przyczyny nie dostał się do Sejmu przywódca robotników z Fabryki Samochodów Osobowych na warszawskim Żeraniu Lechosław Goździk, któremu przyznano odległą lokatę.

“Po Prostu” zawieszono już na najbliższe studenckie wakacje. Gdy okazało się, że również po nich tygodnik nie zostanie wznowiony, młodzi wyszli na ulice. Gomułka kazał ich rozpędzić niemal dokładnie w rocznicę Polskiego Października. Po czternastu latach rządzenia odszedł w niesławie, gdy – kiedyś wyniesiony do władzy na fali robotniczego protestu – sam kazał strzelać do demonstrujących na Wybrzeżu stoczniowców. W grudniu 1970 r. zastąpił go Edward Gierek. 

Przełom skuteczny i bezkrwawy

Do przesłania Polskiego Października nawiązywał w ćwierć wieku później dziesięciomilionowy ruch pierwszej Solidarności. Oba doświadczenia łączy ich zwycięski format, przesądzający, że już nie było powrotu do sytuacji, przeciw której pokojowy bunt był zwrócony. Ale wspólne pozostaje również uwłaszczenie się aparatu na zdobytym wtedy dorobku: już w parę lat po Październiku komunistyczna cenzura zdejmowała bardziej szczegółowe o nim wspomnienia, a dziś po likwidacji wielkich fabryk jako twierdz ruchu demokratycznego obecny przewodniczący Regionu Mazowsze Andrzej Kropiwnicki atakiem publicznej furii reaguje na pytanie go o pierwszą Solidarność.

Październik i szesnaście późniejszych o ćwierćwiecze polskich miesięcy łączy jednak skuteczność i bezkrwawy przebieg oraz nieodwracalność zmian, dokonanych przez te wydarzenia w świadomości zbiorowej. 
Nikt nie ma głowy do tego, żeby budować pomnik Polskiego Października, bo przecież nie było wtedy ofiar: ale w tym fakcie tkwi również główna jego zasługa i miara skuteczności.

[1] Jerzy Ambroziewicz, Walery Namiotkiewicz, Jan Olszewski. Na spotkanie ludziom z AK. “Po Prostu” nr 11 z 11 marca 1956
[2] Marek Tarniewski [Jakub Karpiński]. Porcja wolności. Wydawnictwo Grup Oporu Solidarni, Warszawa 1989, s. 64
[3] Norman Davies. Serce Europy. Aneks, Londyn 1995, s. 28-29
[4] Porcja wolności, op. cit, s. 71-71
[5] Andrzej Paczkowski. Pół wieku dziejów Polski 1939-1989. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 303

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here