Im więcej czasu upływa od wyborów 4 czerwca 1989 r, tym bardziej krytyczna staje się ocena ich następstw. Wbrew nadziejom – demokracja nie okazała się zdobyczą na tyle trwałą, że nie musimy się o nią martwić.
Na Wiejskiej krąży żart, że przeciwnicy Brexitu mają kolejny argument za tym, żeby nigdy nie nastąpił: bo wtedy odwieszony zostanie warunkowy mandat Dominika Tarczyńskiego.
Historia Orląt Lwowskich zasługuje na film na miarę „Wołynia”, zaś ich los – na godne przypomnienie i upamiętnienie, którego pomimo trzech dekad nowej Polski wciąż nie mogą się doczekać.
Przebudzenie obywatelskie jeszcze się nie dokonało, trzeba na nie poczekać do jesieni. Oferta musi zostać poszerzona. Pojawienie się nowego wyborcy wymaga zbudowania nowej formacji.
Stary kawaler i bezbożnik Kaczyński jako obrońca wiary i rodziny pozostaje wiarygodny w równym stopniu, co dawny sekretarz POP PZPR Włodzimierz Cimoszewicz jako obrońca wolności i demokracji.
TVP i Polskie Radio trzeba zlikwidować, żeby nie wypłacać horrendalnych odpraw pisowskim propagandystom, którzy zadbali, by do umów o pracę powpisywać im złote spadochrony
Andrzej Anusz bezskutecznie próbował demokratyzować Kaczyńskiego, co oczywiście się nie udało i zakończyło rozłamem w niedoszłej partii władzy – Porozumieniu Centrum.