Nie ma rady na pandemię

0
127

Fiasko Rady Bezpieczeństwa Narodowego nie oznacza, że nie da się skutecznie walczyć z koronawirusem – tylko że prezydent ani rząd tego nie potrafią    

Zakłopotanie przedstawicieli opozycji po posiedzeniu rady wydaje się szczere: nie dowiedzieli się niczego nawet o terminie wyborów, czyli kwestii, która władzę obchodzi bardziej niż zagrożenie epidemią. Dowodzi tego „doktryna Kaczyńskiego” sformułowana w wywiadzie z jego ulubieńcem Ziemcem: nie zdarzyło się nic takiego, żeby wybory przekładać. Z egoistycznej perspektywy prezesa epidemia niewiele zmieniła w jego życiu, od rzeczywistości izolują go długie szpalery ochroniarzy, zastępy wiernych działaczy i oddane państwowe media. Ale dla Polaków walka z koronawirusem oznacza przymusową korektę wielu ich zwyczajów. I zmusza do codziennych wyrzeczeń. Z czasem rozliczą za to rządzących.         

Tym bardziej, że nieprzystojna gra na szczytach władzy (toczy się ona również w samym PiS, którego część wcale nie życzy Andrzejowi Dudzie zwycięstwa) kontrastuje coraz bardziej z ofiarnością i poświęceniem lekarzy, pielęgniarek, ratowników i laborantów, dźwigających na sobie ciężar zwalczania epidemii oraz z cierpliwością obywateli, ze spokojem znoszących rozliczne restrykcje. Paniki nie ma, za to obłudy rządzących mamy w nadmiarze. Wbrew pełnym optymizmu produkcyjniakom nadawanym przez TVP – braki trapią nawet największy w Polsce Szpital Uniwersytecki w Krakowie, któremu najbardziej przydałyby się kombinezony, rękawice i maski. Zmarnowano czas, żeby się do odparcia zagrożenia przygotować, skoro jak ujawnia Wojciech Czuchnowski już w styczniu wywiad ostrzegał rządzących przed wirusem z Wuhan, ale oni to zignorowali.     

Opozycyjni politycy zakończyli swój udział w odbywającym się w formule telekonferencji posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego z przekonaniem, że prawdziwe decyzje zapadają gdzie indziej, w partyjnej siedzibie na Nowogrodzkiej. Otwarcie mówił o tym Robert Biedroń, dawał to do zrozumienia Władysław Kosiniak-Kamysz. Co zaś sądzi na ten temat Platforma Obywatelska, w realu nie dało się dowiedzieć, bo jej politycy ukryli się przed wirusem w sferze cyberkontaktów, jakby odwagi uczyli się od Jarosława Kaczyńskiego, któremu niedawno jeszcze – słusznie zresztą – wypominali, że w 1981 r. 13 grudnia spał do południa.

Platforma w ogóle przeżywa fatalny dla siebie czas, jej prezydent w Warszawie Rafał Trzaskowski wprowadził w dni powszednie… sobotni rozkład autobusów co spowodowało tłok, zagrażający zdrowiu pasażerów. Nie odpuścił też opłat za parkowanie, co ułatwiłoby zluzowanie transportu miejskiego przez prywatny z korzyścią dla warszawiaków.  Pazerność władzy – w tym wypadku lokalnej – okazała się silniejsza. Spryt PO okazuje się jednak sprawą pozorów.        

Nie ulega wątpliwości, że opozycyjni politycy dali się teraz Kaczyńskiemu ograć, lekkomyślnie i bez gwarancji wspierając w imię wirtualnej jedności wobec zagrożenia epidemiologicznego specustawę, zawierającą obok licznych ogólników możliwość faktycznego przejmowania przez państwo firm prywatnych. Odczują to ich wyborcy, gdy władza z niej skorzysta.   

Ta sama władza pozostaje jednak bezradna wobec spekulantów, żerujących na niedoborach zabezpieczających środków medycznych (zdarza się kilkunastokrotne przebicie cen), gdy kwitnie handel maskami przemyconymi jeszcze przed zamknięciem granicy z Ukrainy. Jedyną reakcją rządu pozostaje zapowiedź Ministerstwa Cyfryzacji blokowania w sieci ofert różnego rodzaju szarlatanów i uzdrowicieli. Szczególnie bulwersujące pozostaje domaganie się w tych dramatycznych dniach wpłat przez firmy windykacyjne – czynią to m.in. Armada i Kruk, a władza udaje, że problemu natręctwa lichwiarzy nie dostrzega. Zagrożonym przedsiębiorcom oferuje pożyczki po 5 tys zł, przewidziane w tarczy antykryzysowej, na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego prezentowanej jako osiągnięcie, chociaż jej głównym beneficjentem staną się banki. Zawieszenie opłat na ZUS na trzy miesiące niewiele pomoże, skoro optymiści szacują, że spowodowany przez wirusa z Wuhan kryzys w gospodarce potrwa co najmniej rok. Składające się na tarczę formy pomocy zwykle wymagają spełnienia licznych i złożonych warunków, więc przedsiębiorcy na zasadzie czarnego humoru dworują, że… kto je spełni, ten z pewnością żadnego wsparcia nie potrzebuje.          

Skoro w mediach codziennie oglądamy ludzi w kombinezonach, a na ulicach mijamy przechodniów w maskach jak w „Wojnie światów” Piotra Szulkina, to podejście polityków Prawa i Sprawiedliwości do Polaków żyjących z własnej pracy da się porównać do Marsjan z tego filmu:  jak pamiętamy wysysali oni z Ziemian krew i kazali im jeszcze za to być wdzięczni. Grany przez Romana Wilhelmiego propagandysta telewizyjny Iron Idem budzi się w noclegowni, gdzie słyszy komunikat z radiowęzła: najpierw gimnastyka, potem oddanie krwi i śniadanie. Oddanie krwi jest dobrowolne. Kto nie odda krwi, nie dostanie śniadania.     

Jeśli pozostaniemy w sferze kulturowych odniesień, to Andrzej Duda, który jak wiemy przed 1989 r. udzielał się wyłącznie w Związku Harcerstwa Polskiego mógł w trakcie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego – skoro już ją zwołał – wczuć się w sytuację, przypominającą drukowane wtedy w odcinkach na łamach harcerskiego „Świata Młodych” powieści w stylu filozofującego science fiction autorstwa braci Arkadija i Borysa Strugackich i oceniać ją krytycznie i na bieżąco, albo kierować się kodeksem lojalności, zawartym w świetnej zresztą literacko książce Arkadija Gajdara „Timur i jego drużyna” o pionierach radzieckich, stanowiących w PRL oficjalnie przyjęty wzór dla członków ZHP, w tym ówczesnego druha Dudy. Niespodzianki nie było.          

Gospodarz spotkania – urzędujący prezydent Andrzej Duda po raz kolejny okazał się tylko wykonawcą a nie kreatorem realizowanego w Polsce projektu politycznego. „Doktryny Kaczyńskiego” nie potwierdzono ani nie podważono – co wedle obecnego „porządku dziobania” w obozie władzy oznacza, że… nadal obowiązuje. Być może PiS zostawia sobie furtkę do nagłej zmiany w wypadku katastrofalnego pogorszenia się sytuacji epidemiologicznej. Jeśli nie – zagłosować pójdziemy jednak w maju, PiS zakłada, że tylko raz, bo Duda zaprezentowany przez państwową telewizję jako główny strażak i ratownik zwycięży w pierwszej rundzie. Jak wiemy – większość sondaży prognozuje, że jeśli dojdzie do drugiej tury, to kandydat obozu władzy ją przegra.

Gołym okiem widać, że na to zwycięstwo po prostu nie zasłużył. Przeszkadzał ratownikom w pracy w Garwolinie, gdzie honory domu pełnił radny PiS i dyrektor szpitala w jednej osobie, jakby w służbie zdrowia zabrakło bezpartyjnych. Przebierał się w mundur, to wobec uzasadnionych obaw Polaków żenująca maskarada. Pojawia się w miejscach, gdzie nikt go nie potrzebuje, za to bezradny pozostaje tam, gdzie mógłby się przydać, choćby na forum Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Porozmawiamy, gdy się to skończy czyli kreatywni podczas zarazy

Nie ma nawet kawiarń, w których można się spotkać. Zastępują je stacje benzynowe. Nikt nie organizuje eventów jeśli nie liczyć pokazówek władzy.

Read more

Od 2016 r. nie zwoływał jej w ogóle, za to tylko w obecnym kryzysie – już dwa razy. Tyle, że wirusy nie boją się tajnych ustaleń tak samo jak specustaw.

Tymczasem orzeczenie Sądu Najwyższego korzystne dla egzotycznego kandydata Sławomira Grzywy, bo uznające, że chociaż z powodu epidemii nie był w stanie uzupełnić brakujących podpisów, to i tak trzeba zarejestrować jego komitet wyborczy – otwiera drogę do podważenia legalności wyborów prezydenckich, nawet jeśli PiS przeforsuje ich przeprowadzenie w konstytucyjnym terminie (10 i ewentualnie 24 maja). Być może więc oprócz walki z epidemią czeka nas jeszcze starcie dwóch porządków prawnych: uosabianego przez PiS i opozycyjnego wobec rządzących.

Jak nas zmieni epidemia

Zwykli ludzie radzą sobie lepiej niż władza, na którą trudno liczyć, chociaż wprowadziła środki kojarzone ze stanem wyjątkowym, tyle że bez użycia tej nazwy. Już teraz warto myśleć nad wychodzeniem z kryzysu, spowodowanego epidemią koronawirusa, który w Polsce obnażył słabości nie tylko opieki zdrowotnej.     Nawet w wojnie z terroryzmem po atakach na World Trade […]

Read more

Jak pamiętamy emigracja londyńska miała do lat 70 dwa konkurujące ze sobą ośrodki prezydenckie na wychodźstwie. Dziś jednak dla obywatela, pochłoniętego troską o zdrowie własne i najbliższych tego typu spekulacje brzmią nie tylko abstrakcyjnie, ale nieprzyzwoicie. Powinni o tym pamiętać i sędziowie i politycy.            

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here